Inni o…

W podziękowaniu za Wieczór z poezją Aliny, myśli kilka… Przyznam, że trudno mi jest wyrazić słowem poruszenie, które poezja Aliny wzbudziła we mnie. Ocierając łzy wzruszenia od pierwszego utworu, po ostatnie, patrzyłam na te rzeczywistości, które żyły, migotały jak w kalejdoskopie wrażeń nie tylko obrazami, dźwiękami, zapachami. Obudziły tęsknoty… te ważne. Tak sobie myślę, że aby tworzyć poezję, która w swej formie jest tak prostą i zarazem wyrażającą samą „Istotę Rzeczy”, to trzeba mieć w sobie przestrzeń Sacrum, jakąś szczególna „gorącą linię” z Najwyższym. Sama za mało obcuję z poezją, więc nie chcę takiej feerii barw i smaków sprowadzić do nieudolnej analizy, bo to okaleczyłoby, to co zostało mi w sercu do dzisiaj i do czego będę na pewno wracać. Bardzo dziękuję, Alino, za to, że pokazujesz jak żyć „tu i teraz”.

Patrycja


Kochana Alinko, dziękuję serdecznie za pamięć i prezent. Tomik wierszy pięknie wydany – taki poręczny. Lektorka bardzo ładnie prezentuje Twoje dzieła. Fajna opcja ze słuchaniem. Wiersze piękne i poruszające. Cieszę się, że znalazłaś sposób, żeby się realizować, jesteś bardzo dzielną kobietą. Mój szacunek, dajesz radę!!! Dziękując Tobie za pamięć przepraszam za moją nie-pamięć, a może też moje nieumiejętności komunikacyjne. Ja jestem taką zwykłą, zaganianą mamą. Trzymam jednak Ciebie mocno w serduszku.
Niech Cię dobry Bóg błogosławi i wspiera Alinko!

Ewa Łopąg


Podczas ubiegłotygodniowej podróży na Śląsk i Opolszczyznę doświadczyłem niecodziennego nawrócenia. Otóż, jako osoba słuchająca głównie mówionej prozy, absolutnie nie pretendująca do miana miłośnika poezji czy muzyki, pierwszy raz zabrałem na drogę leżącą na półce płytkę z nagraniem poezji.
Okazało się, że już po godzinie, gdzieś pod Łodzią na A2 musiałem … wyhamować z powodu … emocjonalnego wzruszenia, uniesienia, zauroczenia. Nie należę do typów łatwo się wzruszających, a tu nagle taka wpadka 🙂 Co mnie tak poruszyło? Poezja znanej mi od wielu lat Ali, kobiety zmagającej się z postępującą chorobą pozbawiającą ją możliwości samodzielnego życia, poruszania się, a nawet mówienia.
Kombinacja znajomości Autorki, jej urzekająca twórczość z trudem przelewana na papier oraz piękna audio-prezentacja w wykonaniu bardzo bliskiej autorce przyjaciółki sprawiły, że słuchanie tej poezji towarzyszyło mi przez większość czasu w mojej ponad tysiąckilometrowej podróży. Dziś jako świeżo zauroczony zachęcam do sięgania po poezję. To niezwykłe jak poeci potrafią … pokazać czego nie dostrzegamy, a proste rzeczy powiedzieć pięknie, dobrze, finezyjnie.

Andrzej Bajeński


Wiesze Aliny są podobne do poezji Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Są to wiersze trudne i wzruszające szczególnie dla tych, którzy znają życiorys Autorki. Chwytają za serce wiesze o miłości. Oszczędne w słowach i piękne jak bukieciki polnych kwiatów dla ukochanej osoby – pachnące, kolorowe i pełne słońca, jak te kwiatki zbierane w dzieciństwie na zielonych łąkach rodzinnej ziemi trzebnickiej.  „Miłość”, „Bliskość”, „Zachwycenie”, „Tkliwość”, „Jesień” czy  „Nasz dom”.

Wzruszająco piękna jest rozpaczliwa modlitwa w „Psalmie De profundis”, w  którym Autorka, jako ostatnią nadzieję po nieskutecznym leczeniu ciężkiej choroby, prosi Boga o zmiłowanie: „jak tonący nadziei się chwytam”.

Jest na 42. stronie tomiku krótki wiersz „Kiedy życie boli”. W słowach: „błądzę myślą po wspomnień mapie / płaczę/ nie, to dusza mi kapie /na papier” pokazuje tragedię, jaka ją spotkała w czasie, kiedy wydawało się, że jest najbardziej szczęśliwa. W pół roku po ślubie z ukochanym Arturem w warszawskim szpitalu diagnozują u Niej SM. Ciężka, nieuleczalna choroba sprawia, że cały Jej dobry świat jest już tylko wspomnieniem. Czy można sobie wyobrazić większą tragedię?

Jaką trzeba mieć siłę, żeby w tym cierpieniu pisać tak wzruszające wiersze…
Piotr Rybałtowski


Alinko, tak jak napisałaś dzisiejsze czasy są niepoetyckie. Ja również nie czytam zbyt dużo wierszy. Natomiast tomik Twoich wierszy przeczytałam z przyjemnością. Są bowiem nastrojowe, bardzo często dowcipne. Używasz wielu porównań i przenośni, co czyni je jeszcze bardziej interesującymi. Można się nad nimi zadumać i szukać w swoim życiu podobnych przeżyć. Fakt, że potrafisz swoje uczucia i przeżycia zawrzeć w krótkich wierszach jest dla mnie dowodem Twojego Mistrzostwa.

Chylę czoła przed Twoim talentem!

Urszula Aksamit


Alino!

Bardzo dziękuję za przepiękną dojrzałą poezję – bo nie są to tylko wiersze – to piękna dojrzała poezja. Kołysze ona moją zbolałą duszę – jest balsamem. Moja dusza doznaje ulgi, gdy czytam Twoja poezję tak bardzo liryczną, taką, jakiej mi potrzeba. Boleję po odejściu mojej Tesinki, z która przeżyłem życie od wczesnego dzieciństwa do sędziwej starości – przez 56 lat łączyło nas szczęśliwe małżeństwo. Wiem, że Ona teraz jest na Niebieskiej łące i przygotowuje nam „przytulne przytulisko”. Tam gdzie Ona teraz jest, „jest mieszkań wiele” – obiecał nam to Ten, Który kocha naszą małość, kruchość, a nawet grzech.

Chociaż dochodzi się do tej zielonej łąki przez ciemną dolinę – „zła się nie ulęknę”.

Kiedyś napisała mi w liście: „Zaprowadzę cię w aleję zakochanych, on jest ciemna, gdy będziesz się bał, to cię pocałuję, byś nabrał odwagi”. Liczę na ten pocałunek.

Kto stracił to, co ja – wie o czym mówię. Dlatego raz jeszcze bardzo Ci dziękuję za ten wspaniały dar.

Cóż mogę powiedzieć w zachwycie: kocham Cię i tyle.

Pani Miro, dziękuje za wspaniałą interpretacje – słowem wydobyła Pani to, co ulotne. Raz jeszcze wielkie dzięki.

Arturze, Przyjacielu, wybacz to wyznanie, nie narusza ono jednak ani o milimetr strefy należącej tylko do Ciebie.

Adam Pietrzak


Otrzymałem od Ciebie piękny prezent płytę z wierszami – sprawiło mi to wielką radość. Są naprawdę wspaniałe. Raz jeszcze bardzo serdecznie dziękuję.

Adam P.


Zacząłem czytać ZIELONO-NIEBIESKO i będąc w połowie byłem u Ciebie. Powiedziałem, że jestem pod pozytywnym wrażeniem. Twoje fajne sformułowania malowały bardzo mocno w mojej wyobraźni.

Zbitka dwóch słów potrafiła pokazać fajny, krótki wielowątkowy film „i zakwitłam różą”, „noce przytulnie zasypiają” i wiele innych.

Po naszym spotkaniu jadąc w Polskę, przesłuchałem płytę. Ona mi mocno zmieniła moją estetykę i wymusiła inne obrazy. Bardzo mocno wpłynęły na to interpretacja lektorki (bardzo fajnie i zawodowo) oraz dobrze skomponowana muzyka.

Muszę chwilę poczekać, aż cała płyta wybrzmi w moich uszach i przeczytać w ciszy i patrzeć oczami własnej wyobraźni.

To są bardzo fajne myśli, spostrzeżenia, tęsknoty, oczekiwania i chcę je zobaczyć po swojemu na nowo.

Czasem nie pomyśl, że neguję lektorkę czy muzykę.

Jestem muzykiem i każdy dźwięk jest dla mnie sugestywny i zawsze coś oznacza, melodyka wypowiedzi lektorki również mocno określa.

Chcę jeszcze raz usiąść i pobyć ponownie sam na sam z ZIELONO-NIEBIESKO i zobaczyć Ciebie, bo przecież te teksty to cała TY.

Modlę się o Ciebie zabiegając przed naszym Panem o zdrowie fizyczne oraz to drugie, duchowe, które jest znacznie ważniejsze.

Bądź silna w Panu!

Leon Paduch


Pani Alino! Bardzo pamiętam! Czytam pani wiersze – sobie. To, co w nich buduje – to ogromny spokój. Zachwyt. Spokój. I – humor (limeryki). No – i Miłość… Jakby nie było tego, co jest. Buduję się nimi… Oto najkrótszy komentarz. Ja trochę zatraciłem ten dar słowa jakim jest wiersz. To i komentować trudno.

ks. Adam Zelga


Alina,

dziękuję za tomik Twojej poezji. Czytam ją sobie powoli. Jestem pod dużym wrażeniem Twojego przekazu. Specjalnie nie przepadam za wierszami, ale te mi bardzo odpowiadają. Bardzo mnie zaskoczyłaś! Jestem z Ciebie dumny.

Tak trzymaj!

o. Darek Michalski, SJ


„…I przyszło na mnie zachwycenie…” Pani wierszami. Bez patosu, romantycznie, ale nie ckliwie mówi Pani o uczuciach ubierając to w proste słowa. Wyczuwam wrażliwość i piękno Pani duszy. Chciałabym uczestniczyć „na żywo” w spotkaniu z Pani poezją.

 Danuta Jędruszek, Miejska i Gminna Biblioteka Publiczna w Trzebnicy


ODA DO RADOŚCI

Alina Dybała (z domu Zielińska) urodziła się w Trzebnicy. Studiowała anglistykę na Uniwersytecie Wrocławskim. Jest tłumaczką i lektorką języka angielskiego. Do jej doświadczeń zawodowych należy również praca w Ambasadach Bangladeszu i Kuwejtu oraz w biznesie. Jej życie obfituje w bogactwo doświadczeń życiowych i poszukiwań. Jest żoną Artura i mamą Asi. Obecnie mieszka z rodziną w Warszawie. W 2017 r. wydała tomik poetycki „ZIELONO – NIEBIESKO”.

Jak na pierwszy tomik debiutującej poetki, wiersze te zaskakują lapidarną dojrzałością i pokrzepiającym optymizmem. Ale czuje się, że są to bardzo zakorzenione, głęboko przeżyte, przetrawione krajobrazy duszy. Kiedy życie boli… błądzę myślą / po wspomnień mapie / płaczę / nie, to dusza mi kapie / na papier…  Łzy bardzo trudno przemienić w uśmiech, ale jej się to udaje.

Bo gdyby pisząc wiersz Alina „gdybała” dobierała najpiękniejsze metafory, najwłaściwsze słowa, błyskotliwe skojarzenia, to zawsze będzie to sztuczna błyskotka, podróbka, tandetna namiastka, modna zgrabna układanka, wtedy „wiersze” nie niosłyby tak zwanych semina verbi (nasion słowa). Tak jak ziarno musi obumrzeć by wydać owoc, jak święci muszą przejść przez „noce ciemności”, żeby doznać oczyszczenia i przemiany, tak samo Alina Dybała przeszła „na druga stronę lustra”, gdzie prawdy wieczne, rzeczywistość duchową, o której Platon mówił jako o świecie idei, w pełni można poznać tylko dzięki iluminacji, czyli nadprzyrodzonemu światłu udzielonemu umysłowi przez Boga.

Każdy z nas wcześniej czy później poddany może być próbie Hioba, bo jeżeli Bóg nas kocha, to poddaje nas próbie ognia, doświadcza nas „jak złoto w tyglu” (Mdr 3,6). Łatwo jest przytoczyć cały katalog krzywd, wyroków losu i uderzeń, które nas dotykają, które w nas uderzają, jak grom z jasnego nieba, ale sztuką w pokorze jest przyjąć jak Hiob te ciosy i nie obnosić się wszędzie z tym bagażem, oskarżając cały świat i Boga.

We wszystkich wierszach z pierwszego tomiku „ZIELONO – NIEBIESKO” można zauważyć, że Alina Dybała przeszła proces transmutacji, przemiany (z łacińskiego transmutatio to ‘przemiana’). Transmutacja to przeobrażenie, transformacja metali nieszlachetnych w złoto. Według legend była ona możliwa za pomocą kamienia filozoficznego. Alinie Dybale ta sztuka się udała, ona znalazła swój kamień filozoficzny. W alchemii słowa istnieje zasada „równej wymiany”, co oznacza, że zamieniając należy poświęcić coś o równej wartości. Poetka przez lata przechodziła proces przemiany psychologicznej, osobowościowej. Alchemik Gerardus Dorneus woła „Bądźcie przemienieni z martwych kamieni w żywe kamienie filozoficzne!”. Czuje się, że jej wiersze krótkie, klarowne, pełne światła, blasku, ukochania życia, są wynikiem, pokłosiem głębokiego katharsis (z greckiego ‘oczyszczenia’) – uwolnienia od morza cierpienia, odreagowania zablokowanego napięcia, stłumionych emocji, skrępowanych myśli i wyobrażeń. Według nowszych interpretacji istota katharsis polega na tym, że odbiorca, odczuwając trwogę, bunt i cierpienie dochodzi w końcu do zrozumienia tajemnicy losu, do pogodzenia się z nim, co także obliguje nas do dołączenia tego własnego doświadczenia do skarbnicy zbiorowej mądrości.

Ona dzieli się z nami swoim słowem jak ciepłym chlebem. Chce zatrzymać dobrą chwilę jak wielbłąd wodę, niech nas niesie przez czas pustyni… Tutaj słowo nie jest puste i martwe, słowo „ucieleśnia się”.

Większość jej wierszy niesie pociechę, wiersz jest jak pachnący bandaż przykładany na rany duszy, jak balsam, który koi ból. Autorka chce, żebyśmy potrafili w drogiej nam osobie znaleźć tak jak ona nasz mały raj: przy Tobie odnajduję / Wyspy zaczarowane / Tajemniczy ogród / i Ziemię Obiecaną. Jej wiersze „miłosne” mimo braku dosłowności, z wielką subtelnością dotykają tej sfery, tak pisze o swojej miłości w delikatnych lirycznych wersach. W krótkim wierszu streszcza, czym jest miłość: MIŁOŚĆ / cienista dolina / kraina łagodności / wytchnienie i odpocznienie / zieloność i jasność / twierdza / i dom bezpieczny

O swojej relacji do Absolutu, do najwyższej Istoty, do której można się odwołać i zawsze dostać wsparcie, nawet w sytuacjach beznadziejnych, pisze: jesteś łagodny / jak dotyk letniego wiatru / na policzku / …jesteś wszystkim / i całe nieba więcej / JESTEŚ KTÓRY JESTEŚ…

Dybała umie oczyścić z błota i brudu kryształ słowa i skierować nań promień słońca, by światło pryzmatu pokazało nam całą tęczę barw. Sam tytuł „zielono – niebiesko” – ma charakter wertykalny, przecież w końcu „przechodzimy” od zieleni traw, roślinności do „błękitu nieba”. Nawet portret domu to tkanina utkana z różnych wątków, skrawków nadziei i nieba. Nasz dom / utkany z różnych wątków / z ciebie i ze mnie / zielono – modry skrawek nadziei / modro – zielony skrawek nieba

Wiersze Dybały to nie bańki mydlane, zwiewne efemerydy. Każdy jej wiersz rodzi się, kształtuje, rośnie jak dziecko w łonie matki, jak perła w muszli czasu. Perły powstają najczęściej w wyniku reakcji organizmu na ciało obce, które przedostało się do muszli. W legendach opowiadano, że pierwsze perły były łzami aniołów. Potem wierzono, iż perłopławy, we wnętrzu których znajdowano cenne perły, były zapładniane przez tęczę dotykającą wód oceanu.

Dybała składa głęboki ukłon w stronę Haliny Poświatowskiej, filuternie puszcza oko do ks. Jana Twardowskiego, ale sama w poezji polskiej próbuje znaleźć własny nurt, który omija mielizny i z każdym wierszem klaruje się i pogłębia.

Dlaczego poeci piszą wiersze i dlaczego je czytamy? A dlaczego jabłonie owocują i winne grona dojrzewają, by z nich można wytłoczyć czerwone wino rozgrzewające ducha i serce? Jak powinniśmy się cieszyć z biblijnego znalezienia jednego grosza, tym bardziej powinniśmy się dzielić z innymi radością istnienia, bo czasem innym, którzy są nad urwiskiem i przepaścią te kilka słów, tych parę wierszy może uratować życie.

Właśnie takie optymistyczne przesłanie niosą ze sobą wiersze Aliny Dybały, akceptujące, mimo meandrów i katarakt, życie, tu i teraz – życie pełne ukrytych małych skarbów, które tylko trzeba umieć dostrzec i wyłowić z każdego dnia.

Dodatkiem do tomiku są limeryki i „Nie-wiersz na urodziny…” – to chwila oddechu i całkowitego uwolnienia z kanonów poetyki i reżimu emocjonalnego, tu słowa stają dęba, tańczą i „klaszczą w ręce” – bo wszystkie wiersze Aliny Dybały – to „radosna twórczość”, to zastrzyk optymizmu.

Każdy z nas ma ukryta tajną szkatułkę ze skarbami pamięci, warto tam włożyć skromny tomik Aliny Dybały, aby przy każdym szarym dniu i w czasie, gdy wszystko ciemnieje dookoła otworzyć sobie okno, przez które wpada promień tęczy.

Do tomiku dołączona jest płyta z wierszami, które z uczuciem interpretuje Mira Jankowska na tle subtelnego podkładu muzycznego. Polecam ją hipochondrykom, pesymistom, ponurakom, melancholikom, ludziom po przejściach i tym, którzy myślą, że są u kresu drogi – a tu nowe drzwi i okna nagle się otwierają…

 

Zbigniew Lubicz-Miszewski


Pani Alinie dedukuję te słowa:

Poezja jest nagłą iluminacją
wybuchem zachwytu
nad cudem istnienia
boską iskrą
która przypadkiem
spadła jak meteor
w nasze serce

W GONDOLI WIERSZA

po bezsennej nocy
gdy upiory ciemności
osaczają nas w klatce strachu
chronimy się
w skrzydła wiersza
jak w ramiona matki
kładka wiersza
przeprowadza nas
bezpiecznie nad czeluścią
wiersz jak promień
wschodzącego słońca
rozświetla mroki nocy
czarnobiały pejzaż
nagle nabiera barw
płuca napełniają się
rześkim oddechem świtu
zamglone kontury
nabierają ostrości
przed nami rozkwita
różnokolorowy
różnojęzyczny
kolorowy dywan poezji
otwiera się nam nowa droga
budzi się nowy dzień
nie jesteśmy już sami…

na początku było Słowo
w Nim jest życie
a życie jest dla ludzi światłem

Zbigniew Lubicz-Miszewski


Bardzo dziękuję Ci za tę przesyłkę. Zdążyłam już przeczytać kilka Twoich wierszy, obejrzeć zdjęcia. Wiersze Twoje lekkie, z myślą. Wspaniale się czytają. Jesteś, Który Jesteś!!!  już mi zapadł w serce. Trochę przypominają mi Twardowskiego. Przeczytałam kilka, ale w tej chwili tytułu sobie nie przypominam, ale jeszcze do nich będę wracać z przyjemnością.

A ta www.mistrzowska.pl – wspaniałe to towarzystwo! Należysz do nich?

s. Jadwiga Grzenkowicz